2/11/2014

Rozdział XVI

V I O L E T T A :
Co sie dzieje?  Te pytanie zadaje sobie od kilkunastu minut. To... to wszystko sie stało za szybko. Ludmiła,  Thomas, śmierć Thomasa, policja, zalamanie Lu, ciężko ranny Leon i poobijani chłopcy,  karetka, szpital. Tu sie to wszystko narazie kończy.  Tak, jestem w szpitalu, zresztą tak jak wszyscy.Jedyna Lu została w samochodzie, ponieważ zasnela. Bidulka, jest załamana tym co sie stało,  zresztą tak jak wszyscy, lecz to ona cierpi najbardziej, bo był to jej chłopak.  Ba! Przed śmiercią sie jej oświadczył. Będzie mi go brakować. Był to mój przyjaciel. Leon też zapewne sie załamie,  gdy sie dowie o tym. Thomas był jego najlepszym przyjacielem. Ach... I jeszcze Leon. Myśląc o nim splynela mi mimowolnie pojedyncza łza. Tylko Leon jest w stanie krytycznym. Reszta jest lekko poobijana. Dlaczego? Te pytanie również krąży mi w kółko po głowie. Jestem rozstrzesiona. Miało być naprawde fajnie. Lu miała o czymś powiedzieć Thomasowi. Niestety on już sie tego nigdy nie dowie... Życie czasem naprawde wydaje sie niesprawiedliwe. Raz jest dobrze i myslisz,  że tak już bedzie zawsze, aż tu nagle wszystko sie chrzani. No nic, takie życie. W pewnym momencie poczułam wibracje w telefonie, wiec odebrałam go.
-Halo?
-Violetta? Czesc tu Federico.
-Fede! Hej, dawno cie nie słyszałam.
-No wiem i w tym celu dzwonie. Uwaga... Wracam do Buenos Aires!!!
-To wspaniale! Kiedy? 
-Em. Powinienem być na miejscu jutro. Nie wiem jeszcze dokladnie o której, ale zadzwonie jeszcze do ciebie. Musze konczyc pa.
-Pa.
Nie moge w to uwierzyć. Federico do nas przyjeżdża. To jest naprawde świetna wiadomość!  Jest moim najlepszym przyjacielem, lecz odkąd wyjechał w trase koncertową to nie widziałam go. Zauważyłam lekarza, który wychodził z sali Leona.
-Co jest z nim doktorze?
- Udalo nam sie go uratowac. Gdyby pezyjechal tu kilka minut pozniej, to nie wiem czy mialby tyle szczescia.Jest w stabilnym stanie. Ma tylko złamaną noge. Jest wycienczony i osłabiony,  dlatego też zostanie u nas tutaj do jutra.
-Dobrze. Można wejść do niego?
-Przykro mi. Nie dzisiaj. Jutro sie pani z nim zobaczy, przecież go wypisujemy.
-Dziękuję doktorze.
Powiedziałam przyjaciołom o stanie Leona. Powiedzieli, że bardzo sie cieszą,  że nie jest to nic poważnego i pojechali do swoich domow. Lu została ze mną w szpitalu. I tak spała.  Siedzialam tam tak z Lu i Diego, aż nagle ktoś zakrył mi oczy.
-Fede! Miałeś zadzwonić!  -Ucieszyłam sie bardzo że go widzę.
-Wiem, ale chciałem zrobić ci niespodziankę. I co z Leonem?
-Lekarz powiedział,  że jest z nim wszystko dobrze, ale przetrzymają go do jutra dla pewności.
-A spoko. Nie wnikam. Lu zasnela?
- Tak. To nawet lepiej. Nie wiesz nawet przez co ona przeszła. Thomas umarł,  a ona sie załamała. Widziala jak umiera...
- Biedna. Zawieść ją do domu?
- Jak byś mógł. Tylko prosze cie. Ostrożnie.
- Spoko. Wiem gdzie mieszka, wiec jest dobrze, ale musisz dac mi jej klucze.
-Okej, masz. To do jutra.
-Pa -Mówiąc to wziął Lu na rece i poszedł z nią do samochodu.  Jak oni ślicznie razem wyglądają. Zostałam sama z Diego.
-Hej, wszytko bedzie dobrze. Może chcialabys bym cie zawiózł do domu. Odpoczniesz tam, a jutro tu przyjdziesz, co?
-Jesli to nie kłopot...
-No co ty! -Wstałam z krzesła i poszłam z Diego do jego samochodu.
D I E G O :
Gdy zatrzymalem sie pod domem Violi, to zauważyłem,  że zasnela. Wziąłem ją na ręce i zanioslem do domu. Polozylem ją na łóżku i już chciałem wyjść,  ale zauważyłem że Viola sie budzi.
-Przepraszam, że zasnelam. Byłam strasznie zmęczona.
-Spoko. Nic sie nie stało.  -Nagle na dworze mocno zagrzmialo, a Viola podskoczyła ze strachu.
-Emm... Diego mógłbyś tu zostać?  No wiesz Leon zawsze tu był, a teraz jestem sama. -Ja sie tylko do niej uśmiechnąłem. Podszedłem do niej i ją przytulilem. Po chwili znów zagrzmialo, a ona sie  we mnie wtuliła.
-Cii. Idź spać.  Musisz byc wypoczeta, bo jutro Leon wraca. Będę tutaj cały czas, nie bój sie. -Ona tylko pokiwala głową i położyła sie. Okryłem ją kołdrą i sam sie obok niej polozylem.
Przytulilem ją i zasnąłem
*Ranek*
V I O L E T T A :
Obudzilam sie rano sama. Ubralam sie i zeszłam na dół zrobic sobie śniadanie. Gdy byłam w kuchni zobaczyłam jajecznice, która leżała na talerzu. Nagle z ukrycia wyskoczył Diego.
-Witam cie Śpiąca Królewno. Sniadanie na Ciebie czeka. -Usmiechnelam sie do niego i zaczęłam konsumowac danie,  które przygotował Diego. Nie było tak dobre jak Leona, ale też nie było złe. Wzięłam telefon i poszliśmy do samochodum. Gdy zatrzymaliśmy sie pod szpitalem, to pożegnałam sie z Diegiem.
-Dziekuje Ci Diego. Za wszytko. -Mówiąc to pocalowalam go w policzek i wyszłam. W środku zauważyłam Leona z nogą w gipsie. Usmiechnelam sie do siebie i zaczęłam biec do niego.
-Leon! Leon jak ja za tobą tesknilam. Nie rób mi tego. Obiecaj, że mnie nie zostawisz.
-Obiecuję. Nie zostawie was nigdy. -Powiedział i dotknął mojego brzuha. Mimowolnie sie usmiechnelam. Ruszyliśmy szczęśliwi do domu, ciesząc sie sobą.
D I E G O :
Ach. Te życie jest ciężkie kiedy sie zakochasz w zajęte dziewczynie. Tak, mówię o Violetcie. Nie chcę rozwalać ich związku,  poniewaz Leon to mój kumpel, a Viola jet z nim szczęśliwa i niech tak zlstanie. Tylko, że problem jest w tym, że to tak cholernie boli. Gdy Viola mnie pocalowala w policzek, poczułem motylki w brzuchu. Szkoda, że ona ma mnie tylko za przyjaciela. No cóż.  Żyje sie dalej.
10 miesiecy później :
L E O N :
-Leoś, pamietaj że dzisiaj przychodzą nasi przyjaciele na grilla.
-Pamietam skarbie,pamiętam. - Ciesze sie, że mamy dziś tego grilla. Spędzimy przynajmiej ten dzień z przyjaciółmi. Wiele sie zmieniło przez ten czas. Był pogrzeb Thomasa. Było nam naprawde ciężko.  Gdy sie dowiedziałem, że nie żyje, to po prostu... Ah. Brak słów. Był to mój najlepszy przyjaciel. Oswiadczylem sie Violi, ale postanowiliśmy,  że wezmiemy ślub,  wtey gdy będziemy gotowi. Co tu jeszcze... A no i Fede i Lu są parą. Od niedawna, ale są. Federico bardzo pomógł jej z Thomasem. Diego zerwał z Larą. I najwazniejsze. Urodziła nam się córeczka. Tak, nazwaliśmy ją Lenka. Jej przeslodka. Kochamy ją starsznie. Ma dopiero 2 miesiące. Jest taka mała. Naty i Maxi są już po ślubie,  tak samo jak Marco i Fran. A dzisiaj switujemy rozpoczecie lata. Stąd ten grill. Trlche sie martwie o Viole, bo od kilku tygodni ktoś ją przesladowal. Pisał do niej pogróżki,  nekal dzwoniąc codziennie i wybijając szyby w domu. Zgłosiliśmy to na policję,  ale oni nic z tym nie zrobili. Na szczescie od kilku dni jest spokój. Dobra, musze iść sie przygotować,  bo zaraz goście przyjdą.
*Grill*
V I O L E T T A :
Jest super!  Wszyscy wyglądają na zadowolonych. Leon wraz z Maxim, Fede i Marco sie nawalili. Co ja z nimi mam. Jedyny Diego jest trzeźwy. Ja nie chciałam być gorsza,  więc wypilam z 4 butelki, ale nie odczuwam różnicy. Po prostu dobrze sie bawie. Troche mi sie kręci w głowie. Ocho! Lenka sie obudziła.  Musze iść ją nakarmić.
-Zaraz przyjdę. Ide nakarmić Lenke.
-Ide z tobą.  Nie dasz sobie rady. -Powiedział Diego. Poszliśmy na górę do Lenki. Nakarmiłam ją i polozylam do kojca.
-Jesteś wspaniałą mamą.  -Zarumienilam sie.
-Dziekuje.
-Cała jesteś wspaniała. Nie moge wytrzymać Violetto. -Zaczął sie do mnie zbliżać, a ja go odepchnęłam.
-Diego nie. Ja kocham Leona. Ile razy mam ci to powtarzac? Mam z nim dziecko i jestem szczęśliwa. Przepraszam. -Powiedziałam i uciekłam. Biegłam tak, aż wpadłam na Leona. Mocno sie do niego przytulilam. Zeszlismy na dol, Diego mnie przeprosił za swoje zachowanie i bawilismy sie dalej. Tak o około 2:00 w nocy pożegnaliśmy sie z przyjaciółmi i poszliśmy spać.  W nocy przyszedł do mnie SMS.
Jesteś zwykłą szmatą. Zabije cie! Nie zaslugujesz na nikogo, a w szczegolnosci na Leona.
Kto to może być? Boję sie go.
-Musze powiedzieć o tym Leonowi. -Powiedziałam i chciałam już go obudzić,  ale znowu przyszedł mi jakiś SMS
Spróbuj tylko, a nie zobaczysz już swojej rodzinki...
Nie zamierzałam ryzykować, więc polozylam sie spac, myśląc kim może być ta osoba.
L E O N :
W nocy dostałem dziwnego SMSa o treści:
Jesteś żalosny. Nie zaslugujesz na nikogo, a w szczegolnosci na Violette. Zabije cie!- Nie przejalem sie nim zbytbio. ~Pewnie ktoś sobie ze mnie żartuje~pomyślałem i poszedłem spać.
___________________________________________________________
No i oto rozdzial 16. Hehe :D kto moze wysylac te smsy?
Komentujemy!
A teraz cos innego...
W ankiecie zaglosowalo osob 5 na to, ze wezmą udzial w konkirsie, a 2 czy tam 3 ze zobaczą. A dostalam tylko 3 prace! Jest 11.02 a konkurs jest do 14.02 prosze spieszcie sie!!!

2/09/2014

O.S- "Do odważnych świat należy"

"Mój Drogi Pamiętniczku,
Nazywam sie Violetta Castillo. Mam 17 lat i chodze do nudnej szkoly.Jestem zwyczajną nastolatką, która sie niczym nie wyróżnia z tłumu. Nie szczyce urodą i jestem strasznie nieśmiała. Dlatego mam Ciebie. Zapisuję w Tobie wszystkie najważniejsze rzeczy i wszystkie te, których nie mam odwagi zrobic w prawdziwym życiu. Mam najlepszego przyjaciela na swiecie. Kocham go, tak jak  brata. Znaczy, podoba mi sie i to bardzo, ale nie mam odwagi mu tego powiedziec...Muszę kończyć.  Jest już 7:45. Spóźnię sie zaraz do szkoły.
Buziaki Viola ♥ "
No to czas wychodzić. Zamknęłam swój dom, ponieważ mieszkałam sama i poszlam do Studio. Po drodze wpadłam na jakiegoś chłopaka.  Miałam cichą nadzieję, że jest to mój przyjaciel.Spojrzałam w górę i ujrzałam wysokiego szatyna, który sie zaczął śmiać.
-No, no, no. Co my tu mamy... Piękna dziewczyna, która wpada na przystojnego chłopaka. -Ten koleś wydawał sie mi podrywaczem, który uważa,  że jest najprzystojniejszy i może mieć każdą. Nie znosze takich. Chciałam już mu wygarnąć, ale moja nieśmiałosc dała sie we znaki.
-Ee.. Jaa... przepraszam. Nie chciałam. -Miałam zamiar już sobie iść,  lecz on złapał mnie za nadgarstek i szepnął
-Zobaczysz jeszcze będziesz moja,  truskawko. Ślicznie sie rumienisz. -I poszedł.Nareszcie.  Dlaczego ja musze być taka nieśmiała?  Nigdy nie umiem czegoś normalnie powiedzieć bez rumienienia sie. W szkole było jak zawsze. Te same lekcje, te same przerwy i koniec zajęć. Umowilam sie z moim przyjacielem, ze gdy skonczy trening to do mnie przyjdzie.Wyszłam ze szkoły i kierowałam sie w stronę mojego domu, lecz w pewnym momencie poczułam czyjś dotyk na ramieniu, odwróciłam sie i zobaczyłam tego samego szatyna co rano.
-Hej śliczna.  To jak? Idziemy do twojego domu. -Taa jasne. Po moim trupie.
-Ja... nie... Musze... iść juz.
-Nie tak szybko. To nie było pytanie.
-Yhym... -Jak zwykle. Mądra Viola musi wszytko spieszyć.  Skończ ze swoją nieśmiałością! Boże... I teraz ten koleś idzie ze mną.  Super! (Wyczuj sarkazm)
Po chwili byliśmy już u mnie. Rozsiadł sie na kanapie i włączył telewizor. Nie wierze! On sie czuje jak u siebie!
-No to co? Siadaj maleńka obok. Pogadamy troszkę.
-O..k..eej... -Usiadłam sie obok niego tak jak mnie poprosił. Nie to złe słowo. Kazał mi. Tak, teraz lepiej. Zaczął się do mnie zbliżać, a ja od niego oddalać.
-I tak mi nie uciekniesz, mała.  Nie bój sie ja nie gryze. No chyba, że chcesz, żebym zaczął...  
-Ni.e.. -Szybko wstałam z kanapy i zaczęłam biec w stronę wyjścia. Niestety, on wstał i do mnie podbiegł.  Pchnął mnie na ścianę i zaczął całować.  Chciałam sie mu wyrwać,  lecz on był zbyt silny.
Zdarł ze mnie bluzkę jednym ruchem ręki. Zaczęłam płakać. Nie wiedziałam co mam zrobić. Byłam już w samej bieliźnie.  Wyrywalam sie mu, a on zaczął mnie bić.
To było straszne.
-Badź grzeczna, a nic ci sie nie stanie.
Nagle uslyszalam otwierające sie drzwi. Miałam nadzieje, że to mój przyajciel i miałam rację. Ujrzałam go stojącego i patrzacego sie na zaistniałą sytuację. Gdy po chwili sie ocknął zaczął krzyczeć.
-Zostaw ją Diego! Nie widzisz,  że ona tego nie chce!
-Taa... Bo co mi zrobisz Verdas?! -Leon nie wytrzymał i rzucił sie na niego z pięściami. Zaczęli sie bić.  Nie wytrzymałam i wybuchłam.
-Dość! Nie wytrzymam już.  Diego wynos sie stąd rozumiesz?! Nie życzę sobie, byś tutaj przychodził.
-Ale kotku...
-Nie mów do mnie kotku! Bo nim nie jestem. Nie podobasz mi sie, okej? Mi podobał, podoba i bedzie podobał sie Leon Verdas. Zakochałam sie w NIM, a nie w TOBIE! -Diego nic nie mówiąc wyszedł z mojego domu, a Leon tylko stał i sie patrzył. Dopiero teraz zorientowałam sie , co przed chwilą powiedziałam.
-Violu, ty... ja... ci sie naprawde podobam?
-No tak. Wiem, że nie powinnam tego mówić ze względu na naszą przyjaźń,  ale ja już nie moge. Musiałam to tobie powiedzieć. Przepraszam.
-Nie przepraszaj. Ja też sie w tobie zakochałem. Tylko sie wstydzilem o tym tobie powiedzieć... - No pattz. Nie tylko ja bylam taka niesmiala hehe :DNic nie powiedziałam tylko sie na niego rzuciłam  i przytulilam go z całej siły.
-Violetto Castillo, zostaniesz moją dziewczyną?
-Tak-powiedziałam i go pocałowałam.
~Nie wierzylam w przesądy, az do dziś.  Mieli rację.  Świat do odważnych należy~pomyślałam i pocalowalam mojego chlopaka.

2/02/2014

Rozdział XV

V I O L E T T A :
-Thomas, a gdzie oni wogóle są?
-Nie bójcie sie. Pamiętam drogę. Chodźcie za mną.  - Tak jak Thomas powiedział,  tak też zrobiłyśmy. No nie było to zbyt blisko. Wrecz przeciwnie! Musieliśmy jechać pociągiem.  Nienawidzę jeździć pociągiem. Po jakiś 3 godzinach dojechalismy na miejsce. Dziwne, że z Buenos Aires do Los Angeles przyjechalismy w tak krotkim czasie.To chyba przez ten pociąg. No ale nieważne.  W ciągu tych paru godzin pewnie ci kolesie zdążyli chłopaków gdzies zaprowadzić,  wiec trzeba najpierw iść tam gdzie to wszystko sie zaczęło.
-Thomas. Zaprowadz nas tam gdzie Diego kazał ci biec po nas.
- Dobra, ale przed tym chcialbym wam cos opowiedziec.No bo my mieliśmy plan. Jeden z nas miał zwabic ich i zaprowadzić do tamtego tunelu. My tam czekaliśmy i mieliśmy ich złapać,  no ale cóż.  Los chciał chyba inaczej, bo Leon był za wolny i go złapali.  -O Boże. Leon był przynetą. Moj Leos. Mam nadzieje, że nic mu nie jest.
- No i wtedy Leon zaczął nas wołać.  Diego powiedział mi bym pobiegł po pomoc, bo sami nie damy rady. No , a potem jeszcze ich złapali,  a ja pobieglem po was... -Nagle zaczął dzwonić czyjś telefon.
- Ej dziewczyny, dostałem SMS'a od Maxi'ego. Napisał, że sa za jakimś pubem o nazwie "Dzika gąska". Ktoś wie gdzie to jest?
- Ja wiem! Widziałam go w telewizji. Chodźcie,  tędy. - Camila prowadziła nas dosyć długo.  Jak na moje.
- Ile my juz idziemy?! - Krzyknęłam.
-Viola, idziemy 20 minut,  a będziemy za jakieś... JUŻ!  Jesteśmy na miejscu. Widzicie? -Rzeczywiście byliśmy już na miejsce.  Wyglądało na opuszczone.  Nie wiem gdzie Camila widziała ten pub w telewizji.
-Cami, a jaki ty program oglądałaś, wtedy jak widzialas ten pub?
-W "Najbardziej opuszczone miejsca Los Angeles" - No jo. Czego ja sie niby spodziewalam? Że ukryją ich w wesołym miasteczku? Głupia...
- Dobra cicho. Słyszycie to? - Fran miała racje. Było słychać jakieś szmery.
-Ja słyszę!  Chodźmy tam. Może to oni. -Pobieglismy za głosem.  Schowalismy sie za samochodem i obserwowaliśmy. Widziałam jakiś 2 kolesi, którzy stali przed czymś.  Najwyraźniej tego pilnowali. Dopiero po kilku minutach zorientowałam sie, że to chłopcy.
-Ej patrzcie. To oni! -Krzyknęłam.
-Rzeczywiście... To co mamy zamiar zrobić? - Zapytała Fran.
-Mam plan. Wiem, że to trochę dziwne, ale wydaję sie możliwy. Polega na tym, że ktoś podejdzie do nich i go zaczepi, a oni od razu zaczna go gonić...
-Ale Thomi, był już taki plan. Oni są za szybcy.
-Wiem Lu. Nie dałas mi dokończyć.  Oni mają Cie złapać. My w tym czasie zadzwonimy na policje,  a kiedy policja zobaczy ich, to ich złapią,  a waszych chłopaków uwolnimy. -Plan nie był zbyt dokładny, ale w miare skuteczny.
-Okej. To ja pójdę.
-O nie moja koleżanko! Ty jesteś w ciąży. Ja pójdę.
-Napewno nie Ty Ludmiło Ferro. Jeżeli zamierzasz tam iść to sie grubo mylisz. Wiesz jakie to ryzyjowne. Mógłbym Cie stracić i co wtedy by było.  Bym sie załamał... - W czasie tego wspaniałego monologu Thomasa, Lu nie wiedząc kiedy poszła do nich.
-Thomas, nie chce Ci przerywać,  ale ona już poszła.
-Co?!
-No zobacz. Lepiej nie tracmy czasu i dzwonmy na tą policje. -Mówiąc to Fran wynajęła komórkę i do nich zadzwoniła. Czyli nasz plan zaczął działać. Widziałam jak Lu zaczęła uciekać,  ale oni jak dopadli. Dobra wiadomość-taki był plan. Zła wiadomość-nie bylo ani śladu policji. Lu miała kłopoty. Thomasa zauważając to pobiegł do niej pomóc jej.
T H O M A S :
Świetnie.  Po prostu super. Jak zwykle, zawsze można liczyć na policję. Bo po co sie spieszyć?  Przecież TYLKO giną ludzie. Musiałem wkroczyć do akcji i pomóc mojemu cukiereczku.
-Zostaw ją!  - Kzyknalem i zacząłem popychać jakiegoś wysokiego mężczyzne. Po chwili toczyła sie walka między mną,  a nim. Zaczęliśmy sie brutalnie bić.  Ja miałem skreconą kostke, a on zlamany nos. I oczywiscie inne rany. Nigdzie nie widziałem policji. Miałem nadzieje, że sie wkrótce pojawi, bo nie wiem ile wytrzymam. Zaczynam mieć wątpliwości. Kiedy polozylem tego "goryla" podbiegłem do Ludmiły i ją mocno objąłem. Niestety nasza słodka chwila nie trwała długo,  bo po chwili poczułem mocny ból
Przeszywający moją klatkę piersiową.
Zorientowałem sie po chwili, że zostałem postrzelony. Nie wyrabialem z bólu. Ujrzałem policyjne radiowozy. "Nareszcie"-pomyślałem.  Wiedziałem, że jest to juz mój koniec, dlatego postanowiłem zrobic coś co zamierzałem zrobic niedługo.
-Ludmiło Ferro, wiem że noe jestem idealny, ale Cie kocham. Chciałem sie Tobie oświadczyć,  ale za każdym razem nie miałem odwagi. Prosze weź ode mnie ten pierścionek zareczynowy. Chce byś o mnie nigdy nie zapomniała.
-Nie Thomas. Ja nie chce byś odszedł.  Ja Cie potrzebuję tutaj! Nie tam, rozumiesz!
-Wybacz mi Ludmi. Pamiętam kocham Cie. Przekaż też naszym przyjaciołom,  że ich przepraszam. Żegnaj. - Popatrzyłem przez chwile na najpiękniejszą kobietę na świecie.  Na moją Super Nową. Zaraz potem nastała ciemność...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zabiłam Thomasa xd Ja to jestem zła HAHAHAH :D Nie gniewajcie sie. Tak jakoś mnie naszło. Nastepny rozdział pojawi sie niedługo. Wyczekujcie xd Aaa. No i zapraszam do udziału w konkursie. Ankiety macie po prawej stronie, wiec głosujcie. 

2/01/2014

Konkurs :D

NO wiec tak..
Postanowiłam dzięki waszym głosom zrobić konkurs hehehe xd
Tematyka: Leonetta <3
Może  być typu +18 mi to tam nie przeszkadza :D Termin jest od dzisiaj do ... 14.02.2014r. WALENTYNKI :* A co mi tam :P Jeżeli bedziecie chcieli przedłużyć termin to piszcie w komentarzach.
One Shoty przysyłajcie na ten e-mail: juliaverdas99@tlen.pl
Mam nadzieje, że otrzymam ich chociaż troche.
A oto nagrody:
1 miejsce:
* Opublikowanie One Shota
* Dyplomik
*kolaż z dowolną gwiazdą serialu
*polecanie bloga przez tydzień
2 miejsce:
* Dyplomik
*Opublikowanie One Shota
*polecanie bloga przez 2 dni
3 miejsce:
*Opublikowanie One Shota
*Dyplomik
Pozdrawiam wszystkich czytelników :* <3

1/29/2014

Rozdział XIV

V I O L E T T A :
Obudzilam sie i przekrecilam na druga strone mając nadzieje, że ujrze tam mojego ukochanego. Niestety nie bylo go tam. Potem sobie dopiero przypomniałam, że jesteśmy skłóceni.  Zastanawiałam sie nad naszym związkiem.  Czy on wogóle ma sens? Skoro sobie nie ufamy i sie klocimy to znaczy, że coś jest nie tak. Postanowiłam zejść na dół poszukać Leona, lecz go tam nie znalazlam. Ujrzałam małą kartke, ktora leżała na stole w kuchni. Wzięłam ją do reki i zaczelam czytać.
"Droga Violetto,
Postanowiłem Ci napisać tą wiadomość byś sie nie martwila. Pojechałem z chlopakami na weekend do "pracy". Tak, wziąłem sobie urlop, ale to tylko na weekend, a chłopaki mnie potrzebują. A zmieniając temat. Jestem zawiedziony Twoim wczorajszym zachowaniem. Larze było naprawdę przykro. Mam nadzieję,  że sobie to przemyślałaś. Zastanawialem sie nad naszym związkiem.  Rozumiesz? Nigdy bym nie przypuszczał, że coś takiego mi przyjdzie do głowy..." -Nie chciałam dalej czytać tego co było na tej kartce. Bałam sie. Pewnie chciał ze mną zerwać.  Ugh. Głupia Lara. To wszystko przez nią. Ja też zastanawiałam sie nad naszym związkiem,  lecz stwierdziłam, że nie dam tej satysfakcji Larze. Zresztą nie wytrzymalabym bez Leona długo.  Juz za nim tęsknię.  Za jego ciepłem, jego zapachem, jego wyglądem i wogóle za nim całym. Może do niego zadzwonie? Nie to by było głupie... Musze uszanować jego decyzję,  choć bedzie mi bardzo ciężko.  Ale jak to mówią "Jeśli kogoś kochasz, daj mu wolność".
L E O N :
Strasznie tesknie za Violą. Ciekawe czy już wstała i czy przeczytała list. Kocham ją najmocniej na świecie i nic, ani nikt tego nigdy nie zmieni. Nie za fajnie sie zachowała ostatnio, ale cóż.  Takie są uroki ciężarnej :D
-Diego, jak , myslisz o której skończymy?
-Nie wiem, stary. Nie myśl teraz o tym tylko sie skup. Widzisz tych kolesi? Napadają na kobiety i je zabijają. Trzeba ich zwabic do takiego tunelu, ktory znajduje sie za tym zakretem.
-Spoko, ale jak my to zrobimy?  Potrzebna, by nam była jakaś dziewczyna.
-Ej chłopaki,  mam pomysł! -Nie mogłem uwierzyć.  Maxi miał pomysł. WOW.
-No mów Maxi. - Odezwał sie lekko zażenowany Diego.
-Niech któryś z nas podejdzie do nich i coś tam zrobi, na przykład uderzy. Kiedy oni zaczną gonić Go to On zaprowadzi ich do tunelu, a reszta bedzie już tam czekała.  -Po wypowiedzi Maxi'ego wszytkich nas zamurowalo. Staliśmy tylko tam jak jakieś słupy,  lecz po 3 minutach odezwał sie Marco.
-Maxi, ten plan jest... genialny! Nie wiedziałem, że jesteś w stanie wogóle COŚ wymyślić, a tu prosze jaka niespodzianka. -Wszyscy zaczęliśmy gratulowac naszemu pomysłodawcy. Postanowiliśmy, że ja pojde ich zwabic.. Hehe :D W końcu jestem najlepszy no nie? Okej. Ogar. Pełne skupienie.
-Dobra ide. Spotkamy sie na miejscu. - I ruszyłem. Podbiegłem do tych kolesi, było ich 3. Walnałem z całej siły (czytaj: musiało bardzo boleć) tego, który był w środku. Chyba dowodził nimi. Taki jakiś bos, czy coś. Zacząłem uciekać i wabić ich do tunelu. Niestety byli naprawde szybcy i mnie dogonili. Muszę zawołać chłopaków.  Tylko jak?
- Chłopacy,  pomóżcie!  -Zacząłem sie wydzierac na całe osiedle,  a oni włożyli mi jakąś szmate do buzi. Nie mogłem wydusic z siebie ani jednego słowa. Nosz kurde. Gdzie te facjaty sie podziały?
- Leon już biegniemy do ciebie! -No ja mam nadzieje. O! Widze ich. Nie za fajnie. Nas jest 5, a ich z 10. Nie mamy szans. Zaraz, zaraz. Gdzie jest Thomas? Super. Jest nas wtedy 4, a nie licząc mnie, poniewaz siedze zwiazany to 3. No i świetnie ich też związali.  Nie za fajnie sie zapowiada.
V I O L E T T A :
Nadal nie moge w to uwierzyć,  że przez jakąś głupią Lare osoba, ktora kocham najmocniej w swiecie tak po prostu odejdzie ode mnie. Tym bardziej, ze mam z nia dziecko.  Ja sie nie poddam! Napewno nie. Dopiero co do siebie wróciliśmy. A co mi tam szkodzi, zadzwonie do niego.
-PIP, PIP, PIP. PROSZE ZOSTAWIĆ WIADOMOŚĆ GŁOSOWĄ...
Nie odbiera. Super. Są 3 powody dla ktorych nie odbiera. Pierwszy- jest zajęty.  Drugi-nie chce ze mną rozmawiać.  Trzeci-coś mu sie stało.  Mam nadzieje, że nie jest to powód numer 3. Dobra zadzwonię do niego później.  O ktoś puka. Ciekawe kto to?
-Thomas!? Co ty tu robisz?
-Viola, Leona porwali. Chłopacy kazali mi biec po pomoc, bo sami sobie nie dadzą rady.
- A dziewczyny wiedzą?
-Nie. Przybiegłem do ciebie pierwszy.
- Dobra, wchodz do środka,  a ja zadzwonie po nie. -Thomas usiadł na kanapie, a ja zaczęłam szybko dzwonić do każdej po kolei. Po chwili wszystkie zjawiły sie  u mnie.
-Dziewczyny, zaprosiłam was tutaj, by poinformowac was o czyms i o cos zapytac. Nasi ukochani mężczyźni wpadli w tarapaty i trzeba ih uratować. Myślę,  że teraz pora na nas, by skopac komuś tyłki.  I co wy na to?
-Ja wchodze! -Krzyknęła Ludmiła
-Ja też.  -Powiedziala Cami.
-I ja. -Dołączyła sie Fran.
-Okej. No to do dzieła.  Thomas będziesz nam potrzebny, więc idziesz z nami.  - Po tych słowach poszłam jeszcze na górę sie przygotować.  Kiedy skończyłam to usiadłam wyczerpana na łóżko. Zauważyłam wtedy list, ktory dostałam od Leona. Postanowiłam,  ze  przeczytam go do końca.
"Droga Violetto,
Postanowiłem Ci napisać tą wiadomość byś sie nie martwila. Pojechałem z chlopakami na weekend do "pracy".  Wziąłem sobie urlop, ale to tylko na weekend. Chłopacy mnie potrzebują. A zmieniając temat. Jestem zawiedziony Twoim wczorajszym zachowaniem. Larze było naprawdę przykro. Mam nadzieję,  że sobie to przemyślałaś. Zastanawialem sie nad naszym związkiem.  Rozumiesz? Nigdy bym nie przypuszczał, że coś takiego mi przyjdzie do głowy. Byłem głupi,  tak wiem. Ale takie myślenie mi sie przydało,  ponieważ zrozumiałem wtedy jak bardzo Cie kocham. Uświadomiłem sobie również jak bardzo ważną kobietą w moim życiu jesteś.  Oczywiście wraz z naszym skarbem. Mam nadzieje, że mi wybaczysz moje karygodne zachowanie wobec Ciebie, ale postaw sie również na moim miejscu. No to chyba wszystko. Jeszcze raz Cie strasznie przepraszam za to, że Tobie nie ufalem i że Cie nie bronilem.
Twój na zawsze, Leon ♥"
Jaki on słodki.  Ja myślałam,  że on chce sie ze mną rozstać,  a tu prosze taka niespodzianka,  Jak ja go kocham. Teraz sobie uświadomiłam jak bardzo. Dobra Viola, teraz idziesz ratować swojego księcia z bajki oraz jego przyjaciół. Jestem silna i dam sobie rade. Pokarze tym draniom na co mnie stać, że nie jetem jakąś słabą dziewoją. "To jest mój dzień"-pomyślałam.  I wyszłam.

1/22/2014

One shot-"Dla miłości wszytko..."

W Buenos Aires mieszkała razem zakochana para. Byli dla siebie wszystkim. On kochał ja, a ona jego. Czego więcej chcieć? Pewnego dnia postanowili wybrać sie na miasto  sie przejść. "Troche powietrza nigdy nie zaskodzi"-pomyśleli. Wyszli radośni, nie wiedząc, że ich całe życie może na zasze sie zmienić. Poszli do parku. Było to ich ulubione miejsce.
-Leon, czy Ty mnie kochasz? -Zapytała dziewczyna.
-Jak mógłbym Cie nie kochać Violu. Przecież to dzieki Tobie żyje.  To ty mi pokazałaś pare lat temu co to znaczy być dobrym i kochanym. To dzieki Tobie sie zmieniłem.  Kocham Cie z całej swojej siły i nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie. Dajesz mi nadzieję na lepsze jutro.  -Dziewczyna była tak oczarowana słowami chłopaka,  że nie mogła wypowiedzieć ani jednego slowa. Po prostu go pocałowała namiętnie.  Tyle, że to nie był taki zwykły pocałunek. Był to skok w przeszłość. Do miejsca gdzie 3 lata temu sie pierwszy raz pocałowali. Było to magiczne, ponieważ obydwoje to poczuli. Obydwoje przypomnieli sobje tamten dzień.  Był to najlepszy dzień w ich życiu. Gdy sie od siebie oderwali postanowili udać na piknik. Leon miał wszystko przygotowane. Koszyk z jedzeniem, koc i jakieś napoje, ale była jeszcze jedna rzecz, o której Violetta nie wiedziała.  Chłopak chciał sie właśnie dzisiaj, na tym pikniku oświadczyć dzieczynie. Miał tylko nadzieje, że ona go nie odrzuci. Rozłożyli koc i jedzenie, nastepnie wygodnie usiedli i zaczeli rozmawiać,  lecz Leon po pewnej chwili przerwał Violetcie.
-Violu, znamy się już 3 lata i myślę ze jest to idealna pora na to. Kocham Cie najmocniej na świecie. Ja normalnie nie funkcjonuje bez Ciebie i dlatego też chciałem zadać Ci te oto pytanie. Czy wyjdziesz za mnie? - Dzoewczyna zaczęła skakać w środku z radości.  Chciała mu juz powiedzieć,  że marzyła o tym od chwili gdy go spotkała, niestety los chciał inaczej. Violetta zaczęła sie krztusić i w pewnej chwili zemdlała.  Leon zadzwonił szybko na pogotowie i zaczął ją reanimowac. Gdy przyjechało pogotowie, to szybko zabrało Leona oraz nieprzytomną Violette. Kiedy dojechali  na miejsce, to od razu pobiegli z Violettą na sale, a Leon pobiegł za nimi. Niestety nie mógł tam wejść,  dlatego też czekał przed salą.  Czekał i czekał... Aż w końcu po 3 godzinach wyszedł lekarz.
-Panie doktorze, co z nią?
-No, nie będę kłamał.  Jest bardzo źle.  Ona potrzebuje przeszczepu nerki i to natychmiast.  Jeśli jej nie dostanie w ciągu 5 godzin, to niesety umrze. -Do leona te słowa nie mogły dotrzeć. Był załamany.  Właśnie sie dowiedział, że jego ukochana może umrzeć.
-Prosze pana, ja mógłbym oddać tą nerkę.
-No dobrze, tylko musielibyśmy wykonać badania, czy może pan tą nerke oddać.  A no i formularz trzeba również podpisać,  by wyrazić zgode na operację.  Niestety jest ryzyko. Moze pan zapaść w śpiączke po operacji i sie z niej nie obudzić...
-Dla Violi wszystko.  Prosze dać mi ten formularz, doktorze. - Lekarz popatrzył przez chwile na chłopaka i wręczył mu kartke oraz długopis. Leon wziął obie rzeczy do ręki i podpisał kartke. Doktor zaprowadził go do sali, gdzie zaczęli robić mu badania. Po niedługim czasie oczekiwania, lekarze stwierdzili, że chłopak może oddac nerke, a zaraz po tym zaprowadzili go na sale operacyjną i zaczęli go operować.
Dziewczyna otworzyla oczy i ujrzała białą salę. Operacja sie udała.  "Gdzie ja jestem ?"-pomyślała. Nagle do pokoju weszła pielęgniarka.
-Przepraszam. Co ja tu robię?
-Dzień dobry. Witam w swiecie żywych.  Jestes w szpitalu, słońce. Byłaś w parku,  ale dostałaś ataku duszności i musieliśmy przeszczepić tobie nerkę.- Dziewczyna przez chwilę popatrzała na pielęgniarkę,  a potem wszystko zaczęło sie jej przypominać.
-Pamietam już!  A gdzie jest Leon?!
-Pan Verdas?
-Tak, prosze pani.
-Pan Leon oddał pani nerke ryzykując przy tym życiem. Wszystko szło dobrze, lecz w pewnym momencie zaczęliśmy go tracić. Udało nam sie go uratować,  lecz zapadł w śpiaczke i nie wiadomo kiedy i czy sie wybudzi. Prosze sie nie martwić,  pan Verdas ma silny organizm. Na pewno z tego wyjdzie.
-Dobrze, dziękuję.  - Violetta tylko czekała na wyjście pielęgniarki,  a gdy ta tylko opuściła sale, to dziewczyna zaczęła płakać.  Płakała za swoim chłopakiem,  który był w stanie stracić życie za nią.  Tak bardzo pragnęła,  by było juz wszystko dobrze. Nie mogła w to wszystko uwierzyć.  Po paru dniach Violetta mogła już opuścić szpital. Dziewczyna cierpiała.  Cierpiała jak nigdy dotąd.  Myślała,  że jej życie bedzie zawsze kolorowe. Niestety tak sie nie stało.
Minęło już 6 miesięcy od operacji. Violetta codziennie przychodziła do chłopaka i z nim rozmawiała,  mając nadzieje,  że sie obudzi.
-Witaj ukochany. Leżysz tu juz 6 miesięcy.  Dla mnie to cała wieczność!  Prosze cie skarbie obudź sie skarbie. Zrób to dla mnie i dla naszej wspólnej przyszłości.  Ja nie rozumiem po co ty wogóle dałeś mi tak nerke. Jeżeli ty nie przeżyjesz to ja tez nie. Rozumiesz? Nie mam zamoaru chodzić z twoją nerka. Ja nie cce już cierpieć.  Obudź sie. -Lekarz wszedł do sali.
-Pani Castillo, bedziemy musieli niestety odłączyć pana Verdasa. On i tak już sie zapewne nie obudzi. Przykro mi.
-Nie! Nie możecie.  On tu dopiero leży pół roku. To niesprawiedliwe! On nie może umrzeć. -Dziewczyna wybiegła z sali. Pożegnała sie ze swoim ukochanym i wybiegla ze szpitala. Biegła tak i biegła przed siebie. Zatrzymała sie przy moście. "Dla niego miłość była ważniejsza niż śmierć. Dla mnie też jest". -pomyslała. Chciała już skoczyć i zapomnieć o bólu,  który nosi w sobie. "Nie moge mu tego zrobić.  On oddał mi swoje życie,  po to bym żyła, a nie umarła. Nie zrobie tego". I zeszła.  Poszła do swojego domu sie wypłakać.
[...] Dziewczyna sie obudziła.  "Wiec to byl tylko sen? " Odwróciła sie na drugą steone łóżka i ujrzała osobę,  którą kocha najmocniej na świecie.  Pocalowała go w czoło i sie do siebie uśmiechnęła. Ten sen tylko wzmocnił ich miłość.  Byli najszczęśliwszymi ludźmi na całej planecie i są do teraz...

Rozdział XIII

V I O L E T T A :
Co ta zdzira tutaj robi? Nie moge w to uwierzyć, że Diego ją tutaj przyprowadził!
-Hej. Pozwoliliscie mi kogoś przyprowadzić,  a tak sie składa,  że Lara jest moją dziewczyną.  -Co? Diego i Lara. Coś tu nie gra. Mogliśmy ich nie zapraszać.  Przecież widze jak ta lafirynda sie na mojego Leosia patrzy.
-No dobra. Zapraszam do środka.  - Ja bym och nie wpuściła,  tylko zamknęła drzwi przed nksem. No ale Leon kumpluje sie z Diego i z nim pracuje. No trudno. Wszyscy  cały czas tańczyli.  Było naprawde fajnie do pewnego momentu.
- To co, gramy w butelke. -Maxi chyba zwariował. Co bedzie jak wypadnie na Lare? Wole lepiej tak nie myśleć. No, sle wszyscy goście byli za, więc usiedlismy sie w kółku i położyliśmy na ziemie butelke. Graliśmy w parach. Ja z leonem, Fran z Marco, Cami z Maxim, Ludmi z Thomasem i Diego z Larą.
-Ja zaczynam!
-Dobra Cami, kreć. -Wspominałam już coś o tym, że Camila uwielbia być pierwsza i wszystko musi zaczynać? Jeśli nie, to teraz mówię. Cami zakreciła butelką i wypadło na Fran. Miała za zadanie wykrzyczeć na całe osiedle, że Marco to jej małpka. Potem było jeszcze kilka rundek, a na koniec zostałam tylko ja i Leon oraz Diego i Lara. Widziałam ten jej zaciesz na twarzy. Ugh... nienawidze jej. Teraz ja krece... okej, wypadlo na Diego'a. Hmmm... pomyślmy.
-Diego, zrób Larze malinke. -Ojć.  Chyba przesadziłam. No ale, przynajmiej mamy z Leonem większe szanse na zwycięstwo. Diego juz zaczął przyblizac swoje uta do jej szyi. Odległość między nimi miała pare milimetrów.
-Nie! Stop! Pas. My robimy pas.
-Uff... -Powiedział Diego. Chyba jemu też nie podobał sie ten pomysł.  Zaraz, czekajcie.  Czyli to znaczy, że ja i Leon wygraliśmy!  Aaaaa!!!
-Leon, kochanie wygraliśmy!  - rzuciłam sie na niego i go namietnie pocalowalam. Hahha :D widze mine Lary. I dobrze jej tak! Niech wie, że Leon jest mój.  Potem śpiewać.  Zrobiliśmy sobie mały konkurs. Pierwszy był Maxi, który zaśpiewał "Are you ready for the ride? " Potem był Marco. Zaśpiewał "Te ciero" Później Diego zaśpiewał "Yo soy a si". Odżyły wspomnienia. Pamiętam ten dzień,  w którym całe moje życie legło w gruzach. A tu prosze. Znów jestem szczęśliwa i to z tą samą miłością,  co kiedyś.  Francesca zaśpiewała "Veo veo " Cami "Ser mejor" Nastepnie weszła Ludmi z utworem "Euforia". Wreszcie przyszła kolej na mnie. Zaśpiewałam "En mi mundo", a na sam koniec został Leon z "Podemos". Zaśpiewał pieknie. Moim zdaniem był najlepszy i powinien wygrać.  Lara oczywiscie nie śpiewała, bo nie umiała. Hihi. Śpiewać nie umiała. Zaczęło sie glosowanie, ale przerwała nam melodia grana na gitarze przez Lare. Nie mogłam w to po prostu uwierzyć.  Ale najlepsze bylo to , że zaśpiewała "Entre dos mundos". Piosenke Leona. Wkurzylam sie i to na maksa. Szczególnie dlatego, że ona nie jest wcale taka zła. Niestety. Gdy skończyła wszyscy zaczęli jej klaskac.  Nie rozumiem dlaczego. No dobra, może nie fałszowała, ale też nie lśniła.
L E O N :
Wow. Viola jest strasznie zazdrosna o Lare. Widze to po jej minie. A tak wogóle to ne wiedzialem, że Lara potrafi tak śpiewać!  Myślałem,  że potrafi tylko składać motory.
-Hej Lara. Nieźle spiewasz. Pogratulować tylko. Hehe :D
-Co? Leon ona była okropna. Może nie fałszuje AŻ TAK, ale głosu anioła to ona nie ma. Do studio'a też by sie nie dostała. Nie ma czym tu szczycic. Zrozum to Lara ty jesteś dobra tylko w tych swoich motorach i tyle! -W pewnym momencie Lara zaczeła płakać.  Viola przesadzila!
-O nie, moja Violetto. To było naprawdę chamskie z twojej strony. Idź do góry i wróć jak sie uspokoisz.
-Leon! Nie jesteś moim ojcem!
-Może nie ojcem, ale chłopakiem.  A teraz prosze cie Violetto idź do góry.
-Leoś...
-Violetta! -Nie lubiłem na nią krzyczeć,  ale mnie do tego zmusila.
-Ugh... Jesteś okropny!  Nie mam zamiaru tu z tobą siedzieć. Nie odzywaj sie do mnie. Jak wolisz Lare to prosze bardzo, ale mnie nie proś o wybaczenie.  -Po czym pobiegła cała zła do góry.
- Co jej sie stało,  Leon?
-Wybaczcie mi za jej zachowanie, a szczególności ciebie Laro, ale hormlny jej buzuja... -Było mi strasznie za nią wstyd. No ale z drugiej strony kobiety w ciąży tak mają, c'nie?
-Spoko Leon. Nic sie nie stało. Rozumiem ją.
-Ty jesteś w ciąży?
-Nie! Po prostu... nieważne.  Pójdę z nią porozmawiać.  Zaraz przyjde. -Mam madzieje, że Violka jej nie zabije. Uwierzcie mi, że byłaby do tego zdolna. Kocham ją,  ale czasami przesadza.  Dobra Leon, teraz to ty zajmij czymś gości.  Hmm... o, już mam! Walczyłem muzyke i zaczęliśmy tańczyć.
V I O L E T T A :
Nie no nie wierzę!  Leon uwierzył tej ... tej... no JEJ. Będzie miał przechlapane. Jak tak mu na niej zależy,  to niech do niej idzie.  O super. Ta teraz tu przyszła.
-Co chcesz Lara?
-Chciałam ci tylko uświadomić to, że ja i Leon już wkrótce znów będziemy razem. Już ja tego dopilnuje.
-Taa jasne. Po pierwsze, to Leon mnie kocha. Po drugie gdyby mnie zdradzil, to napewno nie z tobą, a po trzecie masz Diego'a.
-Ty myslisz, że ja go naprawde kocham? To tylko przykrywka. Gdyby nie on bym nie widziała Leona tak często. -Wiedziałam, że ta szmata chce uwieść mojego Leonka. Po co słychać Violi? "Przeciez ona jest w ciąży,  to tylko hormony." Tak, na pewno.
-Jesteś żałosna. Wyjdź stąd!  Teraz!
-Viola, mam zwołać Leona i mu o tym opowiedzieć? Nie chcielibyśmy tego.  Nie, zaraz. Ty tego nie chcesz. Ja chce.
-Nie będziesz mnie szantażowała! Wynocha stąd.  Zostaw MOJEGO Leona w spokoju!!! -Wtedy do pokoju wbiegł Leon.
L E O N :
Usłyszałem krzyki Violi i pobiegłem do jej pokoju.
-Violu, co sie stało?  -Była strasznie wkurzona. Dobrze, że wbieglem tam, bo mogło to sie zle skonczyc.
-To ona Leon! Ona chce ciebie i nie kocha Diego'a. Naprawde, uwierz mi. Prosze.
-Nie! Leon, ona kłamie.  Violu, prosze cie. Ja chciałam to tylko wytłumaczyć. Serio. Jeśli to taki problem,  to ja już pójdę sobie. -Nie wiedziałem komu wierzyć.  Niby Viola jest moją dziewczyną,  ale ona jest w ciąży. Jest to ciężki okres.
-Dobrze Laro. Przepraszam cie za jej zachowanie. Dziękuję za przyjście.  Na dole czeka na ciebie Diego. Inni już poszli.
-Dobra. To pa. -Wychodząc pocałowała mnie w policzek. Viola była cała czerwona. Jeju, jak ona to robi?
-Dziękuję ci Leon, że to mi uwierzyłeś. -Powiedziała z sarkazmem.
-Viola jesteś w ciąży.
-No i co to ma do rzeczy? Wiesz co? Jeżeli jej wierzysz bardziej, to prosze bardzo. Droga wolna. Mnie to nie obhodzi. Związek polega na zaufaniu, którego od ciebie nie dostałam.
-Violetto, nie zganiaj winy na mnie. Mogłaś nie być taka zazdrosna. Ja pójdę dzisiaj spać na dół, na kanapie, a ty przemyśl swoje zachowanie. Zepsułaś całą impreze. -Powiedziałem to co myślałam i poszedlem do salonu.
V I O L E T T A :
Leon poszedł,  a ja zostałam sama myśląc.  Czemu on mi nie uwierzył?  To, że jestem w ciąży,  to nie jest żadnym argumentem. Skuliłam się i zaczęłam płakać.  Płakać,  poniewaz Leon przestał mi wierzyć. Przestał mi ufać.  A co to jest za związek bez zaufania? No właśnie.  Żaden.

1/18/2014

Rozdział XII

Heejoł xd KOMENTARZE, KOMENTARZE I JESZCZE RAZ KOMENTARZE! Rozdział niezbyt wyszedł ; c wogóle niezbyt wychodza, no ale trudno. Niewazne :D Zapraszam do czytania :
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Gdy obudzilam sie rano to zauważyłam,  że nie ma Leona obok mnie. Na poczatku sie troszkę zmartwilam no nie powiem nie, ale potem poczułam zapach pyyysznej jajeczniczki ^.^ Założyłam szlafrok i zeszlam na dół. Moje oczy chyba mają halucynacje, bo widze Leona z fartuchem. Śmiesznie to troche wyglądało :D Mój kochany Leoś robi mi śniadanie.  Czyż to nie cudowne?
-Witaj kochanie ♥ Co tak pachnie?
-Twoje śniadanie,  które za moment sie pojawi na stole, wiec prosze Cie byś usiadła.
- Dobrze :) Powiedz mi skarbie, czemu los dał mj akurat najlepszego, naslodszego, najprzystojniejszego... (10minut później) chłopaka,  na którego nie zasługuje?
-Skarbie ja to pytania zadaję sobie codziennie, tyle że to o tobie tak nawijam. Kocham Cie.
-Ja Ciebie też.  Dobra to co ? Trzeba przygotować wszystko na impreze. Jedziesz ze mna do sklepu?
-Nie, jedź sama. Ja musze tu posprzątać.
-Okej.
-Misiek, tylko kup troche alkoholu!
-Dobra, nie musisz krzyczeć.  - Zjadlam sniadanie, ktore przyrzadzil mi Leon i powiem, ze bylo przepyszne. To on chyba zacznie przygotowywac jedzenie... Potem skierowalam sie do łazienki,  a ogarniecie sie zajęło mi z jakieś 45 minut. Pożegnałam się z Leonem i wyszłam. Dobra Viola terazto ty sie zastanów jak wrocisz z tymi wszystkimi zakupami...
L E O N :
Okej, trzeba tutaj troche ogarnąć zanim Viola przyjdzie. O nie! Zapomniałem,  przecież Violka jest w ciąży i nie może sie przemeczac, ani dźwigać. Musze do niej zadzwonić.
-Halo? Violetto, ale juz do domu...... tak.. nie... O, juz wiem!... No dobra, pa... Ja Ciebie też. - Umowilem sie z nią, ze jak skonczy zakupy to po mnie zadzwoni, zebym przyjechał po nią.  Dobra. To teraz sprzątamy.
2 G O D Z I N Y   P Ó Ź N I E J :
No i  wszystko gotowe. O Violetta dzwoni. Pewnie już zakończyła swoją pogoń za jedzeniem i piciem. Wziąłem kluczyki i ruszyłem do samochodu. Po jakiś 10 minitach byłem przed sklepem, a wiem pod jakim, bo Viola zawsze tam chodzi. No właśnie musze do niej zadzwonić, że na nią czekam. Albo mam lepszy pomysł...
-Czesc Violuś
-och, wita, moj Leosiu, wiesz ze juz skonczylam.
-Naprawde?! A gdzie czekasz?
-Na parkingu....  A co?
-Uuuu.. Violka ja jestem z kolegami na basenie. Przyjazd po ciebie zajmie mi jakas godzine, góra półtorej.
-Co?! Leon! Miałeś sprzatac, a nie osc na basen! Wiesz co? Nie chce mi sie z toba gadac. Ide na pieszo, ale jesli mi sie cos stanie, albo co gorsza dziecku to pożałujesz. - super rozlaczyla sie, hihi :D o to mi chodziło.  O widze Violke. Jaka ona bezbronna z tymi 6 siatkami... zaraz, co??? Sześcioma? ! Boooze. Ile ona tego nakupowala? Dobra ide do niej.
V I O L E T T A :
Co za beszczel! Jak on mógł mnie tak wystawić.  Jestem w ciąży, a on takie cyrki odwala. Bedzie miał kare i to surową. Zero seksu przez tydzien!  BUAHAHABUAHAHAHA! wow. Jestem jakas szurnieta.... Ej, czemu jest tak ciemno? Oślepłam? Ktoś mi zakryl oczy.
-Puśc mnie pan. Jestem wkurzona na swojego chłopaka!
- Nie wolno przecież wkurzac tak pieknej kobiety. Jego strata. -Powiedział Leon.
-Leon! -odwróciłam sie do niego i go przytuliłam. Co za fragas! Wykiwał mnie.
-Oj, Leoś. Czemu ja zawsze musze dac sie nabrać na te twoje żarty.
-Ememem.. no nie wiem. Bo mnie kochasz?
-Tak, to napewno dlatego :D A teraz chodź,  bo sie nie eyrobimy na 18:00.
-okej, okej. Chodź za mną.  -Leon wziął zakupy i poszedł do samochodu.  Gdy dojechaliśmy do domu, to rozpakowaliśmy rzeczy i zaczęliśmy wszystko przygotowywać na impreze. Dobrze, że Leon posprzątał. Przynajmiej jeden problem z głowy. Jeszcze tyle pracy. Nie wyrobimy sie!!!
-Leon! Nie zdążymy zrobic tego wszystkiego. Jest juz 16:20. Odwołaj impreze. -Nie wiem czemu, ale zaczełam plakac. Wiem.Było to żałosne.
-Kochanie, nie płacz.  Przecież nic sie nie stało.
-A właśnie,  że stało sie! Nie wyrobimy sie i tyle. Wiesz, że moje przygotowania trwają 40 minut! Ja juz nie moge... -Totalnie sie rozbeczalam. Biedny Leon i on musi mnie znosić.
L E O N :
Viola sie rozpłakała. Bez powodu. A no tak. Zapomniałem,  przecież jest w ciąży.
-Kochanie,  zdążymy.  Ja tutaj wszystko przygotuje, a ty idź sie ogarnąć.  -Nic nie powiedziała, tylko kiwnęła głową i poszła na górę.  No to teraz trzeba sie wszytkim zająć.  Najpierw wsypie wszystkie chipsy, popcorn itp. do miski, potem alkohol, a na koniec dekoracje i jakaś dobra muza.  Zaczynamy...
G O D Z I N E   P Ó Ź N I E J :
Wszytko jest już gotowe. Teraz muszę iść sie przebrać.  Założę ulubioną koszulę Violi. Tą czerwoną i jeansy. A no tak. Jeszcze mój perfum, hihi :D
Okej, jestem już gotowy.  Muszę zawołać Violke, zeby juz zeszła,  bo jest 18:00.
-Violuuuś,  chodź na dół. Goście zaraz przyjdą.  -Nie odpowiedziała, tylko zeszła.  Wyglądała zabójczo! Miała na sobie czarne rajstopy, czerwone szpilki, włosy upiete w koka i piękną czerwoną sukienkę, sięgającą do ud. Mrrr... Zaraz, zaraz. Do ud!? O nie...
-Violetto. Castillo. Marsz. Do. Góry.  Sie. Przebrać. Natychmiast!!! Nie będziesz mi tu paradowac w takiej sukience.
-Oj Leoś. Przeciez na tej imprezie będą nasi przyjaciele i Diego. -Specjalnie powiedziała Diego ciszej.
-No właśnie. D i e g o. Idź do góry sie przebrać,  albo... -Nie zdążyłem nawet dokończyć,  poniewaz przerwał mi dzwo do drzwi. No swietnie. Już są.
-Misiek, ja pójdę otworzyć i nie złość sie. Kupiłam tą sukienke z myślą o Tobie. -Poszła otworzyć,  a za drzwiami stali Marco, Fran, Maxi, Cami, Ludmi i Thomas. Zero śladu Diego'a. Jest!! Haha. Zaprosiliśmy ich do środka i zaczęła sie impreza, lecz niestety po jakiś 10 minutach znów zadzwonił dzwonek.  Razem z Violką poszlismy otworzyć. Nie, to niemożliwe. Ale jak? Otworzyliśmy drzwi, a przed nami stał Diego razem z Larą. Tak. Z tą Larą. Moją byłą...

1/12/2014

Rozdział XI

Okej. Na poczatek chciałam powiedzieć,  ze bardzo dziekuje za ta oto liczbe wyswietlen. Chcialabym was rowniez po prosic o wiecej komentarzy, jezeli to nie problem. Moga byc przeciez z anonima, wiec jesli czytacie bloga to również go komentujcie. Dziekuje za uwage i zapraszam do czytania :D
########################################

V I O L E T T A :
WOW. To co przeżyłam z Leonem zeszłej nocy, to było cudowne! To kochany chłopak,  który umie sie kochac :D Dzisiaj ma do nas przyjsc Caxi (Camila i Maxi) z jakąś wazna wiadomością.  Ciekawe co to? No ale nieważne. Patrze sobie właśnie na mojego najukochanszego, najprzystojniejszego, najlepszego... (5min. później) chłopaka.  Jak on słodko śpi *.* I te dołeczki, ach... Rozmarzylam sie lekko. Okej, budzi sie. Troche szkoda, bo chciałam sie jeszcze na niego popatrzeć.
-Witaj słońce ;) -Boże, jaki on uroczy.-
- Hej. Troche szkoda, że sie obudziles. Miałam ochote sobie jeszcze na ciebie popatrzec :p
- Dlugo sie tak patrzylas ?:')
- Jak sie tak Cie obserwuje, to traci sie rachube czasu :*

L E O N :
Violka jest taka kochana. Nie wiem co bym sobie zrobił,  gdyby jej sie coś stalo.  Musze jej teraz jeszcze bardziej pilnować.  W sumie to sie mawet ciesze z tego powodu, bo spedzam z moja ukochaną teraz więcej czasu, tylko musze jeszcze zadzwonić do Diego'a, by go poinformować tym, że Viola jest w ciąży i musze sobie zrobić przerwe z tym wszystkim. Nie moge na to pozwolic, żeby mi sie coś stało,  bo Viola mnie potrzebuje.
-Tooo jakie plany na dziś?
- Caxi ma do nas przyjsc tak o ok. 16, wiec mamy jeszcze 5 godzin. Możemy isc do kina... Wiesz jak długo nie byłam.
-Okej, ale ja wybieram film! -
No doobrze. Co my tu mamy? Reniferki i iskierki (animowany), Dom wampira (horror), Miłość na zawsze (komedia romantyczna), W poszukiwaniu klejnotow (przygodowy) i Strzelaj póki możesz (sensacyjny). Hmm... To tak. Mamy do wybory albo Reniferki i iskierki albo Dom wampira. Kurde... Chce iść na Reniferki, ale lubie kiedy sie Viola sie do mnie przytula. Ciężki wybór. Musze sie jej zapytać co jest lepsze.
-Kochanie, co byś wolała.  Reniferki i iskierki czy Dom wampira?
-Naprawde Leoś?  Nie ma nic lepszego do oglądania?
- No są jeszcze jakies tam filmy, ale te mi sie najbardziej podobają,  a poza tym to ja wybieram film dzisiaj, więc musisz sie podporządkować.
- Jeżeli i tak ty wybierasz to czemu sie mnie pytasz? - Udaje obrażoną, widze to. No w sumie to ma racje. O! Już wiem.
- Chciałem iść na Reniferki, no ale trudno Dom wampira też może być fajny.- Wycierpie tyle dla Violi. Są przynajmiej plusy. Przez cały film bedzie sie do mnie przytulała. W międzyczasie poszedłem zadzwonić do Diego'a.
- Siema stary. Co chcesz? Ja tutaj pracuje, gdzie jesteś?
-No właśnie po to dzwonie. Viola jest w ciąży.  Musze sobie wziąć "urlop".
-No to gratuluje :D Spoko, tylko wiesz, wróć jak najszybciej. Musze kończyć nara.
-Ok, dzięki.  Siema.
Dobra zgodzil sie. Jest gites. Teraz tylko zarezerwuje film na 12:30. Okej, już jest.
-Violuś, nie gniewaj się już na mnie. -Mówiąc to pocałowałem ją baaardzo namiętnie. Zawsze przy rym mięknie. Zaczęła oddawać pocałunki.Wiedziałem, że sie uda.Niestety musiałem przerwać tą uroczą chwilę.
-Kochanie, musze iść sie ubrać.  Za niecałe półtorej godziny nasz film sie zaczyna. - Ona tylko sie uśmiechnęła i pokiwala głową na znak, że moge już iść. Godzine później byliśmy juz gotowi do wyjścia. Wziąłem ze sobą numer rezerwacji i poszliśmy na film. Było naprawde super! Kupiliśmy z Violą zestaw dla zakochanych. Znajdował sie w nim duży popcorn, ogromna butelka pepsi wraz z dwiema słowakami oraz dwa lizaki w kształcie serca. Jak zwykle miałem racje. Violetta się cały czas przytulala sie i calowala mnie. Nawet nie wiem szczegolnie o czym byl film. Kiedy wróciliśmy była godzina 14:30. Mieliśmy dosyć sporo czasu, wiec postanowiliśmy sie jeszcze przejść.  Poszliśmy na naszą ławkę. Porozmawialiśmy troche,  ale Viola stwierdziła,  że jest jej już troche zimno. Musiałem oczywiście posłuchać swojej najukochanszej dziewczyny i ruszyc do domu. Gdy dotarlismy na miejsce, zaczęliśmy trohe sprzątać,  bo bałagan był niezły.  Zmęczeni usiedlismy na kanape, aż w pewnej chwili zadzwonił dzwonek. Straciliśmy poczucie czasu. Była juz 16:00! Viola wstała i wpuściła Caxi do srodka, a ja zaparzylem wode na kawe. Usiedlismy sie i zaczelismy sie pytać cos typu: co tam u cb? Jak sie sprawy maja? Co porabialiscie? Itp.
-No wiec, co chieliscie tak waznego nam powiedziec? -Zapytała Violetta.
-A no tak! Zapomnielibysmy. Chcieliśmy Wam powiedzieć,  ze jesteśmy zareczeni. - W sumie to mnie teoche zdziwiło,  bo zawsze myślałem,  że to ja sie zarecze pierwszy.
-Gratuluje!!! Aaaaa! :D Od kiedy?!
- Z  jakieś 2 miesiace temu. Nie mielismy zbytnio czasu Wam o tym powiedzieć, bo ta cała sorawa z tobą Violu i wogóle.
-Spoko, nie gniewamy sie ^^ Nie moge uwierzyć.  Szczescia życzę.
-Dzieki Leon. Aha i tak myśleliśmy,  ze może byśmy wyprawili taką parapetówke z okazji naszych zaręczyn i waszego dziecka. Co o tym myślicie? -W sumie to nie był wcale taki zły pomysł. Troche zabawy nam nie zaszkodzi.
-Dla mnie bomba. A ty Violu?
-Ja też jestem za, ale gdzie bedzie impreza u nas czy u Was? Bo może być u  nas.
-No dobra. To u was. A o której?  Może by tak o 18:00?
-Spoko. Czyli tak. Jutro w piątek parapetówka u nas. Zapraszamy wszystkich naszych przyjaciół.  Impreza zaczyna sie o 18.
-No. Mi i Maxiemu pasuje. -Powiedziała Camila. Potem sie pożegnaliśmy i poszli. Viola postanowiła zadzwonić do naszych przyjaciol i zaprosić ich na jutro. Postanowiliśmy,  że zaprosimy Fran, Marco, Diego (chociaż noespecjalnie chcieliśmy), Ludmiłe i Tomasa. Każdy miał pare oprócz Diego'a, wiec pozwoliliśmy mu wziąć jakąś jedną osobe. Wszyscy przyjeli zaproszenia. Ciesze sie bardzo i nie moge sie doczekac bibki. Poszedłem wziac kąpiel. Po mnie poszła Viola, potem położylismy  sie do łóżka.
-Kocham Cie Violka :*
-Ja ciebie też  Leon. Dobranoc ♥
-Dobranoc ;)
Nie minęła nawet minuta, a juz spalismy...

1/08/2014

Rozdział X

V I O L E T T A :

Przed chwila sie dowiedziałam,  że jestem w ciąży.  Na poczatku zastnawialam sie, jak? Ale potem przypomniała mi sie próba do przedstawienia z Leonem i wszystko stało sie jasne. Najgorsze jest to, że nie wiem jak Leon na to wszystko zareaguje. Jak ja to ledwie przyjelam do wiadomosci, to co dopiero on! Dobra Violka koniec tych rozmyślań,  bo Leon przyszedł.
-Hej Vilu
- Czesc Leoś. Sluchaj ja Ci przysiegam, że nic o tej ciąży nie wiedziałam!
- Dobrze Viola. To nie jest Twoja wina!Ja tutaj przyszedłem błagać Cie o wybaczenie, bo wkońcu wina leży po mojej stronie. Wiem, że możesz nie chcieć tego dziecka. Rozumiem Cie. Ale prosze, daj mu szanse. To jest NASZE DZIECKO. -Specjalnie podkreślił to nasze dziecko, ale ja i tak go nie rozumiem. O co mu chodzi? On myśli,  że ja chce te dziecko usunąć?-
-Leon. Ja nie zamierzałam usuwać tego dziecka. Nie wiem skąd Ci to przyszło  do głowy.  Tylko obawiałam sie , że mnie zostawiasz,  bo kto by chciał dziewczyne z dzieckiem. Szczególnie,  że Ty jesteś w tym gangu i potrzebujesz swobody,  a nie niańczyć dziecko.
-Violu, powiem Ci szczerze,  że jestem nawet zadowolony z Twojej ciąży. Zawsze chciałem mieć małego Verdasa. - Moje oczy momentalnie zrobiły sie szklane i łzy spływały mi po policzkach strumieniami.-
-Skarbie, nie płacz.  Powiedzialem coś źle?
-Wręcz przeciwnie. To co powiedziales bylo piękne.
-Wiesz przecież, że Leon Verdas jest już taki idealny. Poczekaj tu chwile. Musze sie coś zapytac lekarza. -Chwilę go nie było,  ale po 5 minutach wrócił z szerokim usmiechem na ustach.
-Zbieraj sie ! Wracamy do domu. Lekarz powiedział, że jest już wszystko dobrze.-Ogarnelam sie i wyszłam z Leonem ze szpitala, a tam czekali na nas wszyscy przyjaciele. Kiedy wchodzilam do samochodu, zaczęli sie pytać o tą ciążę,  ale mój Leon mnie obronił.
-Zostawcie ją! Violetta musi teraz odpoczywać.  Zadacie jej te pytania potem, a teraz przepraszam was, ale my już pojedziemy do domu. - Jak powiedział,  tak też zrobił.  Kiedy samochód sie zatrzymał,  to Leon otworzyl mi drzwi i zaniósł mnie na rekach do NASZEJ sypialni. Jeju, jak to ładnie brzmi. NASZEJ sypialni. Słooodko ^^ No ale dobra. Przez reszte dnia mój książę się mną opiekował.  Dawał mi jedzenie do łóżka, ciagle sie pytal czy coś mnie boli, włączył mi nawet film zebym sie nie nudziła. Wieczorem przyszedł do mnie w SAMYCH BOKSERKACH I POWIEM WAM, ŻE WYGLĄDAŁ B O S K O!!!
-Leoś,  przecież wiesz jak mi słabo,  gdy jesteś w samych bokserkach... - Myślałam, że po tych słowach mnie przeprosi, ale on tylko uśmiechnął sie złośliwie.
- Mmmm Violka, czy myslisz o tym samym co ja?
-Nie Leon! Ja jeszcze nie doszlam do siebie, po tym co mi zrobiłeś.
- Emm .. A no tak..  Przepraszam cie najmocniej, wiesz przecież, że nie chciałem,  ale... - Był już bliski płaczu, musialam mu przerwać.
-Leon, ja tylko żartowałam. Wiem przecież,  ze musiałeś. Chodz no tu... - Pozbieral sie i podszedł do mnie. Złapał mnie w talii, a potem zaczęliśmy sie całować.  Jego rece powędrowały pod moją koszulę nocną na brzuchu i jechały coraz wyżej,  aż wkońcu dotarły i stanęły na piersiach. Później zaczal zdejmowac ze mnie pidzame. Jego oczy momentalnie zrobiły sie większe.
-Wiesz jak ja Cie kocham! -Zaczęłam sie śmiać,  a on całował moje stopy i jechał coraz wyżej i wyżej.  Kiedy dotarł do mojego "skarbu" zaczął go piescic, a ja lekko pojekiwalam. Postanowiłam,  ze koniec tego dobrego i zamienilam sie pozycjami z Leonem. Teraz ja dominowałam nad nim. Zaczęłam robic mu tak zwanego "loda". Potem calowalam jego umiesniony tors i doszlam do ust, gdzie zaczęła sie prawdziwa walka na języki.  Oczywiście mój Leon ją wygrał.  Na sam koniec najlepsze.
- Chcesz tego?
-Tak! Leon. Pospiesz sie! - Po moich slowach włożył swój  "skarb" do mojego. Potem jeszcze zabawialismy sie z jakieś 3 godziny i poszlismy spać wtuleni w siebie. To była upojna i najlepsza noc w moim życiu. Wiem, że Leon to ten jedyny i nic tego nie zmieni.
-----------------------------------------------------------------
 Okej, wiem, ze trohe krotki ale obiecuje, ze nastepny bedzie dluzszy :D prosze o komemtarze!!! :D ♥

1/04/2014

Bez was nie byloby mnie tu

WOW! Dziekuje za ponad 1000 wyswietlen. Czekam jeszcze na komentarze pod ostatnim rozdzialem. Pozdrowionka Julka Verdas :*

Rozdział IX

-Ja... Ja mysle, ze jak wszyscy tobie wybaczyli to ja tez moglabym sprobowac. Ale nie mysl sobie ze wszystko jest  w porzadzku. Bede cie miala na oku. - Wkoncu moge sprobowac, ale ja i tak nadal pamietam co zrobil pare dni temu.
-Ale Leon, stary. Czemu  żeś sie w to ubral? -Zapytal Maxi, parskajac smiechem.
- Oj Maxi, Maxi. Juz wam tlumacze.  Diego mi powiedzial ze te miejsce duze dla niego znaczy, wiec pomyslalem, ze mozna by bylo je zatrzymac, ale zmienic troche zasady.  Ememm... moglibysmy sie nazywac "poskromcy złych", czy cos takiego. To polegaloby na tym, ze bysmy ratowali innych przed np. złodziejami,  zabojcami, czy cos w tym stylu...
-Co ty chcesz sie w super-mana bawic?
-Violka, daj mi dokonczyc. Nie chodzi o to, zeby byc jakims superbohaterem, tylko takimi typkami co po prostu pomagaja. Tacy dobrzy gangsterzy czy cos w tym stylu :D
-O Boze. Leon co ci odbilo? -Szczerze, to nie wiem czy to byl najlepszy pomysl.
- Nic, ale pomyslalem, ze moze byc fajnie. Acha i jeszcze jedno wybaczcie mi dziewczyny, ale dla was wstep wzbroniony.-Miejmy to juz za soba.-
-No dobra, to kto chce do tego dolaczyc? Okej, to Maxi, Marco, Tomas. Acha, czyli wszyscy. Fajnie. No too zostajemy tutaj na razie czy wracamy.
- Wszyscy na razie tu zostanmy, co? Moze byc fajnje. Tutaj jest wszystko. Diego mnie oprowadzil. Kazdy moze miec pokoj dla siebie, ale wiem ze beda w parach :p
-Oj Leon, Leon. Ty tylko o jednym.
-Och Cami jak ty mnie dobrze znasz.- Po przedstawieniu dzieki Diegu mapy tego calego podziemia kazdy rozszedl sie do swoich pokoi. Oczywiscie ja z Leonem. Jak przekroczylismy prog pokoju to strasznie slabo sie poczulam. Na szczescie w kazdym pomieszczeniu znajdowala sie lazienka. Od razu pognalam do ubikacji i wymiotowalam w niej z jakies pol godziny. O C H Y D A.  Po wyjsciu przebralam sie w pizame, ktora lezala na lozki i poszlam spac.

T Y D Z I E N   P O Z N I E J:

Od tego zamieszania minal juz tydzien.  Kazdy zdazyl sie juz przyzwyczaic do tego miejsca.  Przez te 7 dni strasznie zle sie czulam i ciagle wymiotowalam. Mysle ze to przez ta zmiane klimatu.  Przeciez mieszkalam pod ziemia. Wlasnie szlam z Leonem na sniadanie, kiedy nagle stanal i zlapal mnie za rece.
-Kochanie, wiesz jak ja cie bardzo kocham? Jestes moim tlenem bez ktorego nie da sie zyc i ...
- Dobra, dobra. Co chcesz?
-Czy ja musze cos chciec? Nie no dobra. Chcialem sie zapytac czy moge z chlopakami jechac do miasta na motocyklach? Jedziemy tak tylko na 2 dni. Pezenocujemy w hotelu. Wiesz przeciez, ze naleze do tego gangu, nie? - Spojrzal sie na mnie tymi pieknymi, zielonymi oczkami i zrobil je takie maslane. OWW... Nie Violka. Ogar. Ale one sa taakie piekne.
-No dobrze.  Ale obiecaj, ze bedziesz dzwonil.
-Oczywiscie wasza wysokosc. - Po tych slowach zlapal mnie w talii i pocalowal delikatnie,  a zarazem namietnie. Bylo cudownie.  Ale wkoncu musieliśmy sie od siebie oderwac, bo brzuchy nam steasznie burczaly. Po sniadaniu spakowalismy rzeczy, ktore wczesniej przywiezlismy tutaj. Wkoncu musialam jakos ladnie wygladac dla mojego Leona. Potem pojechalismy do naszych domow. Ludzie Diega wysprzatali go i umyli. Wygladal jak nowy. Rozpakowalam sie i podeszlam do lodowki zrobic sobie cos do jedzenia. Oczywiscie 10 minut pozniej lodowka byla oprozniona. Nudzilo mi sie troche, wiec wlaczylam telewizor i zaczelam ogladac. Akurat leciala jakas komedia romantyczna. Po jakis 2 godzinach wylaczylam urzadzenie i poszlam spac. Nastepnego dnia wstalam i postanowilam zaprosic dziewczyny na pidzama party :D Zadzwonilam najpierw do Ludmiły
-Halo?
-Hejka Ludmi, chcialabys wpasc do mnie na pidzama party?
-Jasne!
-No dobra, to tak impreza zaczyna sie o 18:00. Wez ze soba pidzame i jakies kosmetyki.
-Okej. To do zobaczenia!
Potem rozmowa z Fran i Cami wygladala podobnie. Teraz trzeba tu wszystko przygotowac. Okej jest 13:00 to mam jeszcze czas. Zrobilam sobie listę z rzeczami, ktore musze kupić. Napewno jakieś smakolyki, picie, filmy. Po napisaniu listy poszlam sie ubrać. Wzięłam ja ze soba i poszlam na zakupy, ktore zajely mi około 2 godziny. Gdy wrocilam do domu byla juz 15:30, wiec wzielam sie do roboty. Upieklam ciasto czekoladowe dla dziewczyn. To ich ulubione, zreszta moje tez. Zanioslam wszystkie napoje do mojego pokoju. Wybralam najciekawsze filmy (komedie) i również zaniosłam je do mojego pokoju. Musiałam podlaczyc odtwarzacz DVD. Szłam sie przygotowywac, gdy w pewnym momencie zadzwonił Leon.
-O, witaj kochanie! Co porabiasz?
-Siedze i mysle o tobie. Wlasnie wrocilem z chlopakami z "roboty". A ty?
- Ja szlam sie przygotowywac na wieczor, bo urzadzamy z dziewczynami pidzama party.
- Żałuję, że nie ma mnie tam z tobą :(
- Oj misiek. Juz jutro sie zobaczymy =) Tesknie za toba ...
- Ja za toba też.  Musze konczyc. Kocham Cie. Pa :*
- Ja Ciebie też. Pa ♥
WOW. Już jest 17:00! Musze isc sie przebrac. Wzielam pidzame i poszlam do lazienki. Musialam wykonac jeszcze toaletowe czynnosci :D Kiedy wyszlam z łazienki już gotowa, uslyszalam dzwonek do drzwi. Szybko zeszlam i otworzylam, a moim oczom ukazała sie cała trójka dziewczyn.
-Witam was w moich skromnych progach. Co tak szybko? Jest 17:40.
-No wiemy, ale nie moglysmy sie doczekac!
- No to zapraszam. Idziemy na górę. Macie szczescie, że wszystko już przygotowałam.
Zaprowadziłam je do mojego pokoju. Usiadlysmy sie na łóżku i zaczelysmy plotkowac.
- Eee dziewczyny, a tak wogóle to gdzie wy mieszkacie?
-No właśnie chcialysmy Tobie o tym powiedzieć. Wszytkie w trójkę kupilysmy domy obok siebie. Ja mieszkam po lewej stronie od Ciebie z Tomim, Fran z prawej z Marco, a Cami naprzeciwko z Maxim.
-aaaaaaaaa!!! To najlepsza wiadomość. Moje najlepsze przyjaciółki mieszkają obok mnie. AAAAAAA ^_^
-No dobra, to moze bysmy sobie zagraly w prawde? Ja zaczynam!
-Wiedziałam, ty zawsze zaczynasz Cami hahaha :D
-Oj tam, oj tam. No dobra to krecimy... Violka! Emmm... co tu by... O! Na ile procent podoba Ci sie Leon?
- Na 100000000000...% Ok, teraz ja! Fran... Czy chcialabys sie ozenic z Marco?
-Oczywiscie, że tak. Ale nie teraz. To nie jest najlepszy czas na małżeństwo.
- Masz racje. AAAAŁŁ!
-O Boże, Viola co ci jest? Ludmi, dzwoń na pogotowie! Viola nam zemdlała.

O C Z A M I L E O N A:

Miałem sobie taką drzemke, aż tu nagle Cami do mnie dzwoni, że Viola zemdlała. Od razu wsiadłem na moj super, najlepszy motocykl i pojechałem do szpitala. Gdy wszedłem skierowałem sie do recepcjonistki.
-Dziendobry, gdzie leży Violetta Castillo?
-A kim Pan dla niej jest?
-Jestem jej chłopakiem.
- W sali 219
-Dziekuje.
Po otrzymaniu tej informacji ruszylem w poszukiwaniu sali. Po dojściu na 2 pietro ujrzalem moich przyjaciol siedzacych na fotelach.
-Hej, co jest z Violą?
-Zemdlała, nie wiemy czemu. Bylysmy niej na pidzama party i w pewnym momencie BUM i leży.
- Spoko Fran. O wychodzi lekarz! Panie doktorze prosze powiedziec co jest z Viokettą?
- Prosze sie nie martwic. Omdleenia są normalne w czasie ciąży.
-CO?! -Wszyscy sie wydarlismy na glos. Violetta jest w ciazy? Ciekawe czy wiedziala. I co my teraz zrobimy?

Rozdzial VIII

Oczami Leona:
Ech.. wkurza mnie juz ten caly Diego. Nie rozumiem o co on sie wogole mnie czepia. Okej, mial prawo byc zazdrosny i zly na mnie, ale bez przesady ile mozna sie gniewac na osobe przez tyle lat i jeszcze chciec mnie zabic! No dobra moze mnie zabic, ale niech tylko sprobuje sie zbliżyć do Violetty to pożałuje! !! Ciekawe co ona teraz robi i czy juz zauwazyla ze mnie nie ma. Mam nadzieje, ze sie mna nie przejmuje i nie pojdzie mnie szukac. Tego napewno bym nie chcial. No dobra Leon, koniec tego rozmyslania juz prawie jestes na miejscu, teraz sie skup. Robisz to wszystko i wylacznie dla Violetty. Dobrze, ze nie zapomnialem drogi. Ciekawi mnie jedna rzecz. Dlaczego nigdzie nie ma tu zadnych straznikow, ochroniarzy czy czegos w tym stylu. I cos tu tak az za cicho. Wszedlem do glownego pomieszczenia i tam tez nikogo nie bylo, wiec podszedlem troche blizej.
-O Leon! Widze ze zaszczyciles mnie swoja obecnoscia i jednak przyszedles.
-Tak przyszedlem i to tylko dlatego, by chronic moich przyjaciol.
-Och jakie to slodkie. Myslisz, ze jak cie zabije to zostwie twoich przyjaciol, a w szczegolnosci ta twoja slicznotke.
-Nie waz sie jej nawet tknac. - Teraz to zdenerwowalem sie na maksa. Violetta jest moja i nikt nie moze jej dotykac oprocz mnie. Nie pozwole mu na to.
-No dobra konczymy gadac i zabieramy sie do roboty. -Zaczal sie chytrze usmiechac. Domyslilem sie co ma na mysli, wiec postanowilem powiedziec to co mysle.
-Wiesz co Diego ja cie chyba juz nigdy nie zrozumiem.
-A co masz niby na mysli.
-No wiesz rozumiem ze mogles byc zazdrosny i wogole. Ale zeby jeszcze trzymac uraze. Wez co ci to da ze mnie zabijesz. No dobra na poczatku tam bedziesz sie cieszył i bedzie ci lepiej, ale co potem? Co bedzie po tym jak mnie zabijesz. Juz nie bedziesz planowal nic, ani nikogo gonil, scigal. Nie bedziesz miec zadnych planow. Twoje zycie nagle straci sens. Bedziesz zyl w tym szarym zyciu bez przyjaciol, rodziny, ukochanej osoby. Bedziesz sam, samiutki jak palec. Nie zal ci zmarnowac swojego zycie? Nie lepiej po prostu zapomniec o wszystkim i wybaczyc.- Po moim dlugim monologu troche go zatkalo i nie potrafil wypowiedziec ani jednego slowa. Ma sie ten dar, nie? ; D

W tym samym czasie u Violetty:

Nie rozumiem go! Jak mogl mnie tak po prostu zostawic i sie nawet nie pozegnac. Wiedzial ze idzie na smierc. Ale na pewno nie zginie. O nie. Ja na to nie pozwole!
-Chodzcie tu wszyscy. Sluchajcie, poszlam do pokoju Leona ale tam nikogo nie bylo. Mysle ze mogl on podsluchac nasza rozmowe i uciec do Diega. Musimy isc go ratowac jak najszybciej!!! - W tym momencie nie myslalam o niczym innym niz o uratowaniu Leona.
-Sluchaj Violu, my cie rozumiemy ale tez nie mozemy dzialac pochopnie musimy to wszystko sobie przemyslec. Bo jak bysmy tak gwaltownie pobiegli za Leonem go ratowac moglibysmy zginac, a to w niczym by nam nie pomoglo. To tez nasz przyjaciel i tez sie o niego strasznie martwimy, ale na co my bysmy sie mu przydali martwi? - No dobra, moze Fran ma troche racji, ale ja nie moge sobie tak siedziec bezczynnie i myslec o tym czy moj kochany Leon zyje czy nie.
-No dobra, to jaki jest plan?
-A wiec tak. Pojedziemy wszyscy samochodem, czyli ja, Cami, Viola, Ludmi, Tomas, Maxi, Marco do kryjowki Diega i si3 rozdzielimy. Ja i Marco zajmiemy sie straznikami, a Cami i Maxi postaraja sie doprowadzic bezpiecznie Viole do Leona, poniewaz Viola niezbytnio sie orientuje gdzie co jest.Potem Viola uci2knie z Leonem i da nam znac tym o to telefonem.- Mowiac to dala mi do reki smieszny maly walky-talky.
- I razem uciekniemy stamtad, niestety mamy jeszcze jeden problem ktory sie nazywa Diego. Dlatego tez Maxi i Cami po tym jak odprowadza Viole do Leona to zwroca na siebie uwage. Kiedy Diego skupi sie nq nich to wyuciekniecie, dobrze Viola?- Ten plan nie byl wcale taki zly. Zapamietalam wszystko co mowila Fran, chociaz myslami bylam caly czas u Leona. I krazyly mi caly czas te same pytqnia, w kolko. Czy Leonowi nic nie jest? Czy jest ranny? Czy jest bezpieczny? Czy wogole doszedl? I czy zyje? Za chiny nie moglam znalezc odpowiedzi.
-Vioola, zyjesz?
-Co? A tak. Dobra wszystko wiem.
-No dobra, no to ruszamy.
U LEONA:

-Ja... Ja.. niby mam tobie wybaczyc? I co potem bedzie? Myslisz ze zostaniemy przyjaciolmi i ze inni mi tez wybacza? Oni mnie nienawidza. A z reszta co z tym wszytkim. Co z moja "bazą", to cale moie zycie. Ten gang.
-Omi na pewno ci wybacza, bo znam ich praiw cale zycie. To dobrzy przyjaciele. A my moglibysmy zyc w zgodzie. Zobacz przeciez bys mogl zyskac przyjaciol, moze nawet milosc, kto eie. A jesli chodzi o ta baze to chyba mam pomysl...

W miedzyczasie u Violetty:

Troche sie denerwuje, jestesmy juz na  miejscu. Mam nadzieje ze Leon jest cqly i zdrowy.
- Emm.. Sluchajcie dlaczego tu nikogo nie ma? -Widac bylo, ze Fran sie troche zmieszala.
- Dobra skarbie, zmeiniamy plan. Idziemy razem z nimi do Leona, dobrze?
-Okej Marco. - Nasz plan sie troche zmienil. Wszyscy zazeli mnie prowadzic do Leona. Dziwnie sie czulam, bo bylo tu tak cicho i nikogo nie bylo. Zblizalismy sie do glowmego pomieszczenia. Zatrzymalismy sie za rogiem, bo uslyszelismy jakies kroki... Po chwili wylonila mi sie znajoma twarz, a tak naprawde 2 twarze. Nie moglam w to po prostu uwierzyc. Zobaczylam Leona ubranego w te ich  ciuchy i idacego razem z Diego, a co najdziwniejsze oni sie smiali.
Mowili dosc glosno wiec zaczelismy ich podsluchiwac.
-To jak wchodzisz w to? Uwierz mi ze sie na pewno uda! To jest genialne. Bedize fajnie. -Analizowalam kazde slowo wypowiedziane z ust Leona, poniewaz nie moglam w to po prostu uwierzyc.
- A co mi tam. Jak mowisz, ze bedzie fajnie to bedzie. Chcialbymjuz zobaczyc te ich zdziwione miny HAHA :D
- Jak mogles! A ja cie przyszlam ratowac. Pfyy... Wiesz co , mogles zginac. Przynajmiej bym tak nie cierpiala. Nienawidze cie!!! - Uslyszalam glos, ktory nalezal do mnie. Potem dopiero dotarlo do mnie ze stoje i szarpie Leona. WOW nie wiedzialam, ze mam tyle w sobie sily.
-HAHAHAHAHAHHAH...
-HAHAHAHAHHAHAHAHAH... -No nie wierze . Zaczeli sie smiac. Bezczelni!
-I ty sie jeszcze smiejesz. - Moi przyjaciele rowniez wyszli z kryjowki. Nic z tego nie rozumielismy.
-Ko... kotku.. haha.. posluchaj.. hahahah .. to.. nie tak. Wlasnie o tym ro... hahaha... rozmawia... rozmawialismy.
-Przestan sie smiac i mow jak czlowiek! -Bylam juz zdenerwowana.
-Dobrze. Przepraszam. Chodzcie tu wszyscy. Porozmawialem z Diego w cztery oczy i uzgodnilismy, ze on wybaczy mi to wszystko. Acha i Diego chcialby wam cos powiedziec.
-Okej. Sluchajcie, naprawde was przepraszam za to wszystko. Nie chialem zeby to tak wyszlo. Zaluje tego naprawde i chciqlem was prosic o wybaczenie. Wybaczycie mi? - Nie wiedzialam jak zareagowac. Gosciu, ktory chcial zabic mnie i moich przyjaciol, teraz stoi tu i prosi o wybaczenie.
- My mozemy ci wybaczyc, ale nie wiemy jak Violka...
- Ja...
-------------------------------------------------------------------
Hejol to ja :D nareszcie rozdzial ! Niedlugo pojawi sie nastepny. 3 komentarze=nastepny rozdzial 

12/16/2013

Nastepny rozdział niedługo

Witam moi kochani! Wiem przepraszam za to, że ostatnio nie dodaje rozdziałów. Dlatego też do was pisze. Następny rozdział ukaże sie niestety dopiero jakoś w nowym roku. Po prostu wyszukujcie nowych postów. Wyjeżdżam na można powiedzieć wakacje :D Do zobaczenia w styczniu ^^

11/25/2013

Rozdział VII

Minęły już dwa dni. Leon sie obudził jakieś 3 godziny temu. Rozmawiałam już z nim. Jest strasznie wycieńczony, dlatego jeszcze leży w swoim łóżku.  Moją głowe zaprzątają myśli, dotyczące listu od Diego. Musze opowiedzieć o nim moim przyjaciołom,  ale wieczorem. Ten dzień postanowiłam wykorzystać, spędzając troche wolnego czasu. Poprosiłam Camile o oprowadzeniu mnie po tym domu. Oczywiście sie zgodziła. Spotkałyśmy sie na dworzu, obok chatki o 14:00. Zjawiła sie punktualnie.
-Witaj Violu! 
-Czesc Cami. To co idziemy?
-Pewnie. -Zaczęłyśmy od zwiedzania zewnętrznej części. Obeszłyśmy chatke dookoła i powiem szczerze, że gdybym nie wiedziała o tej kryjówce. Dom wyglądał na opuszczony i był prawie cały rozwalony. Połowy dachu brakowało, a ściany były całe podziurawione. Potem weszłyśmy do środka. W środku szczerze mówiąc nic ciekawego nie było. Tylko jedno pomieszczenie, tak zwany hol, gdzie znajdował się stary wazon. Kiedy znalazłyśmy sie pod domem, w naszej "kryjówce" postanowaiłam sie troche ją popytać.
-Cami? Czy łączy cie coś z Maxim? - Ostatnio, właśnie zauważyłam, że jest pomiędzy nimi jakaś chemia.
-Ja..? On? My.. To aż tak widać?
-Może nie tak bardzo, ale przede mną nic nie ukryjesz.
-No dobra. Masz racje. Ja i Maxi jesteśmy parą od 2 miesięcy. -No to dosyć długo ze sobą wytzrymują, bo znając Camile to może być czasem naprawde nieznośna, a co do Maxiego to nigddy nie ustępuje.
-AAAAA!!! To wspaniale! Gratuluje wam. 
-Nooo. Bardzo go kocham. Nie potrfie żyć bez niego. A tak wogóle to co tam u ciebie i Leona. -Camila zaskoczyła mnie tym pytaniem. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. No tak rozmawiałam z Leonem, ale nic nie wspominaliśmy o nas.
-Ja nie wiem Camila. Kocham go . On jet dla mnie jak tlen potrzebny do życia, ale narazie nie chce , myśleć o związku. Czekam aż sie ta cała sprawa wyjaśni. Na tą chwile jeteśmy przyjaciółmi. A i jeszcze jedno. Chciałam wam powiedzieć coś ważnego, dotyczącego Diego, ale chciałambym, żeby wszyscy przy tym byli.
-Dobrze. Chodźmy w takim razie. -Poszliśmy do salonu, bo było to takie miejsce spotkań.
-Ej Fran, zwołaj wszystkich. Viola chciałaby coś ważnego powiedzieć.-Kiedy wszyscy już byli w pomieszczeniu, oczywiście oprócz Leona, bo po pierwsze nie chciałam go tym martwić, a po drugiego musiał leżeć w łóżku. 
-A więc chiałam wam powiedzieć, że 2 dni temu dostałam list od Diego, w którym pisze, że mamy dostarczyć Leona w ciągu 3 dni. Inaczej będzie go torturowal i przy okazji nas zabije. Oczywiście dobrze wiem, że  Diego kłamie i że na 100% nie oddamy im Leona, ale chciałam sie dowiedzieć co robimy? -Przez chwile nastała cisza. Usłyszałam jakiś szelest za mną, ale raczej się przesłyszałam.
-No dobra to tak termin mija jutro. Musimy pilnować Leona w razie co. Ja i Marco wymyślimy plan. 
-Fran, a kto ma iść pierwszy do Leona?
-Viola , chciałabym żebyś to była ty. Acha i pod żadnym pozorem nie mówcie o tym Leonowi, bo on to pewnie chciałby uciec. -Po słowach Fran, poszłam do pokoju Leona. Otworzyłam drzwi, a tam było pusto. Zauważyłam też, że ubrania Leona zniknęły. Czyli jednak. Leon musiał usłyszeć to wszystko i uciec.

11/24/2013

One Shot z leonettą

W Buenos Aires mieszkała sobie szczęśliwa rodzinka, w której skład wchodzą Leon Verdas-mąż oraz ojciec, Violetta Verdas-żona oraz matka i mała Lara Verdas. Mieszkali oni w dużym domu niedaleko miasta. Lara miała zaledwie 1 roczek. Pewnego dnia, gdy rodzina jechała na ślub swoich przyjaciół Ludmiły Ferro i Tomasa Heredi miała wypadek. Jak to sie stało? Leon, który był za kierownicą na chwilke odwrócił sie do swojej córeczki, ktora powiedziała właśnie pierwsze słówko "tata". Podczas, gdy Leon sie odwrócił Violetta zaczęła krzyczeć. Nie zauważyli zakrętu nad przepaścią i spadli. Przepaść miała około 10 metrów. Karetka, policja oraz straż pożarna przyjehali na miejsce wypadku. Całą trójke zabrało pogotowie. Męszczyzna miał rozbitą czaszkę, połamane żebra oraz złamane obie nogi. Kobieta miała złamaną ręke i kręgosłup. Córeczka była w najlepszym stanie. Lekarze nie wiedzieli dlaczego, ale mała miała tylko skręconą kostke i była cała posiniaczona. Najmniejszą szanse na przeżycie miał zarówno męszczyzna jak i kobieta. Oboje zapadli w śpiączke. Przyjaciele, gdy sie tylko o tym dowiedzieli od razu przyjechali do szpitala. Obiecali sobie, że dopóki rodzice Lary sie nie obudzą to zaopiekują sie nią. Minęły 2 miesiące od wypadku i ani Leon ani Violetta sie jeszcze nie wybudzili z śpiączki. Lekarze coraz częściej mówili, że jest małe prawdopodobieństwo, że sie kiedykolwiek jeszcze obudzą. Leon i Violetta Verdas zmarli 13.11.2015 roku. Lekarze odłączyli ich od maszyn, które utrzymywały ich przy życiu.  Stało się to 2 lata po wypadku. Przyjaciele byli załamani. Nie wiedzieli co ze sobą zrobić. Ale obiecali swoim przyjaciołom, że sie zaopiekiją Larą i tak też zrobili. Wychowywali Lare jak własną córke. Ludmiła i Tomas Heredia wychowywali Lare Verdas. Postanowili nie zmieniać nazwiska, ponieważ będą chcieli jej kiedyś opowiedzieć o jej prawdziwych rodzicach...
-----------------------------
Uuu ale jestem zła :D Tak mnie jakoś natchnęło. Tylko mnie nie bijcie ! 

DZIEKUJE ♥

Chciałam wam po prostu podziękować,  za to, że czytacie mojego bloga :D Prowadze fo niecały tydzień i już mam ponad 200 wyświetleń!  A i jeszcze jedno nastepny rozdzial pojawi się jutro i jeszcze raz dziekuje xd ^^

Może tak One Shot?

Co myślicie o napisaniu One Shota. Mogłabym go napisać, ale nie wiem czy warto. Napiszcie w komentarzach czy tak zrobić :D

11/23/2013

Rozdzial VI

Komentarze, komentarez i jeszcze raz komentarze!!! Prosze was o komentarze xd
--------------------------------------------------------------------
Moją uwage przykuł list leżący na podłodze. Podeszłam do drzwi i go podniosłam. Czytalam go z przerazeniem. 
Droga Violetto,
Zapewne zastanawiasz się jak sie tu znalazłaś. O tusz gdy ty zemdałaś twoi przyjaciele uciekli z tobą i Leonem. Niestety pewnie przeżył dlatego też zwracam się do ciebie z prośbą o dostarczenie go tu. Przynajmiej nie bedzie cierpiał tylko zginie szybko, a jeżeli go nie dostarczycie to i tak my go znajdziemy. Tyle że różnica jet taka że bedziemy go torturować.  Ale zrobisz co bedziesz uważała za słuszne.
Ps. Masz 3 dni.
Całuski Diego ♥
Moim ciałem targały różne emocje. Z jednej strony Leon żyje, ale z drugiej chcą go zabić.
 Z jednej strony jak im go nie dostarcze zabijã go powoli, ale z drugiej tak czy siak go też zabiją. Przez moment kłóciłam sie sama z sobą. Kiedy sie już otrząsnełam, wyszłam na dwór sie przejść. Po drodze usłyszałam, że ktoś mnie woła. Gdy sie odwróciłam ujrzałam Ludmiłe.
-Violu, Violu! Wszedzie cie szukałam. Chodź za mną i o nic narazie nie pytaj. - Wyglądała inaczej. Była zarazem przestraszona jak i podekscytowana. Tak jak mnie prosiła poszłam za nią. Szłyśmy tak z jakieś 2,5 godziny. Zatrzymałyśmy sie przed jakąś starą drewnianą chatką koło lasu. Znajdowałyśmy sie poza miastem. Weszłyśmy do środka. Z zewnątrz ten dom wyglądał na małą opuszczoną chatke, a w środku wyglądała identycznie. Moją uwage przykuł wazon leżący na małym stoliczku. Ludmiła do niego podeszła i zaczęła coś szeptać. Po chwili podłoga się rozsunęła, a my spadłyśmy na dół.  Ale ja nie umarłam, tylko spadłam na jakoeś poduszki porozkładane po całym pomieszczeniu.
-Violetta, tędy. -Wzkazała palce, na metalowe drzwi. Podeszłam do nich i je otworzyłam.  Znajdowałam sie teraz w takim jakby salonie. Był piecyk, kanapa, stoliczek, obrazy. Ściany były pomalowane na żółty kolor, co sprawiało, że czułeś sie bezpiecznie. Nagle do salonu weszli Fran, Camila, Marco, Tomas i Maxi. Nie mogłam uwierzyć w to co widze. Wszyscy moi przyjaciele w jednym pomieszczeniu.
-Witaj Violu. Chcieliśmy cie przeprosić za to, że nic tobie nie powiedzieliśmy, ale to był jedyny sposób na to, by cie chronić.
-Dobrze Fran wybazam wam. Później o tym wszystkiem porozmawiamy, a teraz chciałam sie zapytać się gdzie jest Leon.
-Leon leży w innym pokojumi jest bardzo osłabiony, ale wiemy jakie to dla ciebie ważne wiec możesz wejść na chwile do niego. -Powiedziała Fran i wskazała palcem na drzwi, w których znajduje sie Leon. Kiedy weszłam do pomieszczenia i zauważyłam Leona całego bladego i posiniaczonego to prawie sie rozpłakałam. Starałam sie być twarda, ale słabo mi to wychodziło. Dobrze, że Leon jet narazie nieprzytomny.
-Wyjdziesz z tego, kochanie zobaczysz. Pamietaj że zawsze bede prz tobie, a teraz odpoczywaj.Dobranoc. -Mówiąc to pocałowałam go w policzekmi wyszłam z nadzieją, że sie obudzi jak najszyciej.

Linki ^^

Zapraszam również na blogi, które czytam, są świetne xd
http://parodia-violetta.blogspot.com/

http://newstoryaboutleonetta.blogspot.com/
http://leonetta-by-sama.blogspot.com/

Pozdrowionka julka verdas :*